Rzuciwszy okiem pomiędzy gałęzie, ujrzeliśmy sześciu Indian jadących jeden za drugim naszym tropem... Pierwszy z nich, niewielkiej lecz muskularnej postaci, miał głowę spuszczoną i nie odwracał widocznie oczu od śladów. Wszyscy ubrani byli w skórzane spodnie i ciemne sukienne bluzy, a uzbrojeni w strzelby, noże i tomahawki. Twarze świeciły im się od tłuszczu, przecinały je w poprzek dwa pasy: niebieski i czerwony.